środa, 30 kwietnia 2014

Sposób na nitki i ścinki w pracowni

Zanim pojawi się tutaj następny uszyty ciuch, chciałam się z Wami podzielić prostym trikiem na łatwiejsze i skuteczniejsze utrzymanie porządku w pracowni. Konkretnie, pokażę Wam sposób na radzenie sobie z licznymi drobnymi nitkami i ścinkami. Jak już zapewne wiecie, prucie i przycinanie to dwa nieodłączne elementy procesu szycia. Dzięki nim nie tylko możemy lepiej dopasować ubranie, ale także momentalnie zaśmiecić sobie całe biurko, stół lub podłogę tysiącami małych nitek i kawałków tkaniny. Takie skrawki mają tendencję do szybkiego rozprzestrzeniania się po całym domu, a ich późniejsze ogarnięcie to nie lada wyczyn.


Nie mam kosza w pobliżu mojego stanowiska pracy, bo pod stołem skutecznie ograniczał mi swobodę ruchów. Stoi on nieco dalej i nieraz zapominam przysunąć go bliżej. Aby mój pokój nie był wymagający sprzątania po każdym szyciu, drobne nitki i ścinki wrzucam do małej śmietniczki, którą trzymam na biurku obok maszyny do szycia. Na tą śmietniczkę zagospodarowałam lekkie, niewielkich rozmiarów pudełko. Polecam szczególnie takie, które można zamknąć. Nie dość, że śmieci pozostaną na miejscu, to jeszcze będziemy mogły szybko je ukryć dla zachowania estetyki. W razie potrzeby, pudełko można także zawsze bez problemu przenieść w inne miejsce. 





Mam nadzieję, że porada okazała się przydatna. Bo w końcu, kto lubi sprzątać godzinami dom lub pracownię? Lepiej czas poświęcić na coś innego, bardziej twórczego, np. na szycie:)

sobota, 26 kwietnia 2014

Rocznica i podsumowanie

Stało się faktem- ten blog obchodzi 1 urodziny! Dokładnie 26 kwietnia 2013 roku opublikowałam tutaj pierwszy wpis. Gdyby jeszcze rok temu ktoś mi powiedział, że aż tyle czasu będę go prowadziła i mi się nie znudzi, to nie uwierzyłabym w to. Blog miał być tylko pracą na zaliczenie semestru na studiach i jego założenie wiązało się przede wszystkim z chęcią rozliczenia się z jednego przedmiotu. Aby to zadanie wykonać z zainteresowaniem, postanowiłam założyć bloga o szyciu, czyli o tym co najbardziej mnie interesowało. Przedmiot już dawno ukończony, a bloga prowadzić będę jeszcze długo. Aktualnie mam wrażenie, że mogłabym go uzupełniać aż do końca życia:)

Chcę bardzo podziękować wszystkim, którzy przez ten rok zaglądali do mnie. W momencie pisania pierwszego wpisu myślałam, że będą tu zaglądać góra 2- 3 osoby, dlatego, gdy widzę następujące statystyki:
- 71 obserwatorów
-53 obserwatorów bloglovin`
-218 obserwujących na google +
-62 posty
- 19 045 wyświetleń
- 61 polubień na facebooku
to jestem zachwycona:)

A teraz małe podsumowanie- ranking 12 najbardziej udanych uszytków opublikowanych tutaj w ciągu 1 roku:

1. Bluzka w czerwone kwiaty


Za wzór, który jest strzałem w dziesiątkę i urozmaica każdą stylizację:)

2.Spódnica w kwiaty na gumce


Moje kolory, prosty fason, Dodatkowym plusem spódnicy jest, że jest idealna na 3 pory roku.

3.Secesyjna czarna bluzka z koronką i falbanami


Za to, że została wymyślona przypadkiem w ciągu paru sekund i dała zaskakujący, ciekawy efekt. I wbrew pozorom bardzo szybko ją uszyłam.

4.Fioletowy płaszcz


Pierwszy i jak do tej pory jedyny uszyty i zaprojektowany przeze mnie płaszcz. Bardzo w moim stylu za sprawą falbanki. Takim pozytywnym akcentem zakończyłam kurs szycia.

5.Sukienka haftowana


Bo to pierwsza uszyta i zaprojektowana sukienka wyjściowa. W dodatku był to recykling i powstała ona z innej sukienki.

6. Bluzka z prostokątów


Bo kocham ten materiał, z jego resztek szyję jeszcze jedną, małą bluzkę. A uszyłabym jeszcze ze 3, gdybym trafiła na niego w którymś sklepie z tkaninami.

7. Szorty Marii Antoniny


Bo to moje pierwsze samodzielnie uszyte szorty i od razu bardzo udane. Za wyjątkiem okolic suwaka, których jeszcze nigdy nie udało mi się wykonać idealnie za 1 podejściem, szyło się je bardzo łatwo, a szalony materiał przyciąga uwagę:)

8. Czerwona dzianinowa bluzka


Do tej pory chętnie ją wybieram. Mój kolor, mój fason. Dzięki ozdobie wokół dekoltu jest niebanalna, a jednocześnie pasuje do bardzo wielu stylizacji.

9. Gorset secesyjny:


Za to, że jest moją pierwszą rekonstrukcją. Nawet udaną:)

10. Peleryna


Wiadomo, pierwszy wpis zawsze zapada w pamięć. Była to także pierwsza rzecz uszyta dokładnie według wykroju z Burdy. Pelerynę mam nadal i bardzo często ją zakładam. I nawet w gazecie się znalazła :D (http://maria-tamara-moda-i-szycie.blogspot.com/2013/07/przechwaki-poza-tym-pod-warszawa-sie.html)

11. Panterka:

Wygodna, ciepła, przykuwająca spojrzenia... spodobała się i teraz ma nową właścicielkę.

12. Buty DIY:


Za pierwszą i udaną próbę spersonalizowania obuwia:)

Edit: Miało być tylko 12, ale nie mogłam się powstrzymać przed zamieszczeniem jeszcze tego:

Sweter z koronką:



http://maria-tamara-moda-i-szycie.blogspot.com/2013/12/dama-kier-czyli-szary-kardigan-po.html
Za tą koronkę kontrastową przy dekolcie i fason:)

Lista subiektywna, a przy jej stworzeniu kierowałam się osobistymi odczuciami na temat poszczególnych rzeczy. Przyznam, że przeglądanie bloga uświadomiło mi, ile osiągnęłam. A przede mną jeszcze wiele nowych pomysłów, nowe tkaniny i fasony, nieustanna ewolucja... Tego bloga na pewno szybko nie opuszczę:)

sobota, 19 kwietnia 2014

Kura wielkanocna

Postanowiłam pewną bardzo bliską mi osobę obdarować własnoręcznie wykonanym upominkiem. Inspiracją stał się tutorial stworzony przez Montownia Ody. Autorka zaprezentowała w nim sposób na wykonanie kury, która jest ciekawą dekoracją stołu wielkanocnego i nie tylko. Moja kurka powstała z resztek tkaniny bawełnianej po szortach, czarnego filcu grubości 3 mm i dwóch czarnych koralików. Szycie trwało mniej niż godzinę, za to z efektu zarówno ja, jak i obdarowana osoba, jesteśmy bardzo zadowoleni:) Warto poświęcić chwilkę pracy więcej, aby komuś sprawić radość prezentem DIY:) A oto jak prezentuje się wielkanocna kurka w moim wykonaniu:











A Wam, drodzy czytelnicy, chcę złożyć życzenia miłych, radosnych, udanych, świąt Wielkiej Nocy. Niech będzie to czas spędzony przede wszystkim z najbliższymi osobami, ale pamiętajcie także o odpoczynku i relaksie! Bo w końcu jest kilka dni wolnego i warto poświęcić je także na regenerację sił, aby po świętach wrócić do codziennych zajęć z nową energią i optymizmem:)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Prawie jak Manolo Blahnik, czyli buty DIY

Ostatnio poszukiwałam nowej pary butów na lato. Wobec nich jestem zawsze piekielnie wymagająca: mają być ładne, najlepiej w stonowanych, uniwersalnych barwach, wygodne, bo miały być do noszenia na co dzień, a jednak... fajnie, gdyby były jakieś takie nietypowe, czymś ozdobione, wyróżniające się z tłumu. Widzicie, jakie wymagania. Niestety, z 2 wypraw do galerii handlowych wróciłam z pustymi rękoma. Albo brak rozmiaru, albo kolor nie ten, albo wysokość nieodpowiednia itd. itp. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że... sama sobie te buty zrobię!:)


Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Miałam akurat do dyspozycji moją starą parę sandałków na koturnie. Przed przeróbką prezentowały się one tak:


I jak zapewne większość już zauważyła, renowacji wymagały pilnie. Inaczej byłyby do ukrycia na strychu, albo do wyrzucenia. Odleciał jeden kryształek, a na dodatek wierzch był już wyraźnie bardzo obdarty. Ta para jest jednak bardzo wygodna i szkoda było mi się z nią rozstać.

W związku z tym, zaprojektowałam do nich ozdoby, inspirowane lekko tym zdjęciem:  http://www.pinterest.com/pin/367113807097275657/ .

A oto, jak sandałki damskie prezentują się po przeróbce:






Wierzchy butów zdobią teraz duże kokardy z elastycznej dzianiny. To resztka po innym, większym projekcie. 

A tak prezentują się na mnie:






Dzięki pracy trwającej zaledwie jedno popołudnie zyskałam nowe, fajne buty na lato. Spełniają wszystkie wymagania i jestem z nich bardzo zadowolona. Prawie, jak Manolo Blahnik;) Jak widzicie, warto jest umieć szyć i przerabiać nie tylko ubrania. :)

Bluzka: H&M (odrobinę przerabiana)
Naszyjnik: DIY
Spódnica w kwiaty: DIY
Torba: Jacquelina Riu
Buty z kokardą: DIY

czwartek, 10 kwietnia 2014

Zielono mi... czyli stylizacja haftowanej spódnicy inspirowana naturą

W tym roku wiosna jest kapryśna bez dwóch zdań. Jakby nie mogła się zdecydować, czy chce być zimna, czy ciepła. Dlatego dziś zaprezentuję własnoręcznie uszytą spódnicę z haftem (którą już kiedyś pokazywałam TU) w stylizacji  z myślą o tych chłodniejszych dniach.

Przy niskiej temperaturze warto przeprosić się z bluzkami z długim rękawem i botkami. Rajstopy to wręcz must have tego sezonu. W sklepach jest ich duży wybór, więc każda z pewnością znajdzie coś dla siebie. Spódnica sama w sobie jest na tyle oryginalna, że nawet, gdy reszta stroju jest stonowana i w ciemnych kolorach, to całość nie wygląda nudno i przeciętnie. Wraz z czernią i brązem tworzy ładną całość. Dodatkowo talię podkreśla pasek z motylem, który wygląda, jakby dla tej spódnicy został stworzony. Powstał zestaw inspirowany wiosną i naturą.

Stylizacja miała być także pretekstem do zaprezentowania spódnicy w plenerze. Gdy po raz pierwszy pokazywałam ją na początku stycznia, była zima, która nie zachęcała do robienia zdjęć na zewnątrz. Tym bardziej, że gdy ze zdjęciami nie wyrobiłam się do 15.00, to już niestety na dobre oświetlenie nie mogłam liczyć. Ostatnio, wraz z poprawiającymi się warunkami pogodowymi, uparłam się na robienie sesji zdjęciowych poza domem. Wiosenny krajobraz jest tak piękny, że szkoda go nie utrwalić na fotografiach. Tym razem tłem uczyniłam kwitnące drzewko mirabelki. Wygląda ono pięknie, ale pachnie chyba jeszcze cudniej, bardzo słodko. 








Tego paska nie nosiłam już ładnych kilka lat. Był na mnie za ciasny. Teraz schudłam kilka kilogramów i postanowiłam go odkurzyć. Pasuje idealnie do sylwetki, a ze spódnicą wygląda, jakby tworzył komplet. Zresztą, na kilku pokazach mody na sezon wiosna /lato 2014 pojawiał się motyw motyla, najczęściej jako ozdoby do włosów oraz biżuteria.

A tu dla odmiany pokazuję, jak wygląda zestaw bez paska:


Także może być, choć ten pasek to jak dla mnie idealne zwieńczenie całości.

Nie mogłam się oprzeć, aby nie zamieścić też kilku zdjęć drzewka mirabelki:




Kurtka: Fashion House
Bluzka: Nie pamiętam
Spódnica: DIY
Pasek: H&M
Rajstopy: Calzedonia
Buty: Quazi
Torebka: Jacqueline Riu
Drzewko: W ogrodzie przy domu:)