czwartek, 27 czerwca 2013

Granatowa "zwykła" bluzka z ozdobnym przodem


Mam ostatnio sporo nauki, na szczęście tylko do nadchodzącego weekendu.

W przerwie od tekstów, notatek i pisania na tematy związane z szeroko pojętą kulturą pochwalę się pewną rzeczą, którą niedawno skończyłam szyć. Jest to bluzka granatowa, która została uszyta z... koszuli nocnej:) Dostałam ją kiedyś w prezencie, ale jej kształt średnio przypadł mi do gustu. Była wg. mnie za dziecięca. Ponieważ zrobiona została z bardzo miłej średnio grubej bawełny z domieszką elastyczności, to pomyślałam, że zamiast "podaj dalej" coś z niej wykombinuję;)



Bluzka to projekt własny. Zawiera z przodu 4 szczypanki oraz materiałowe kwiatki, zrobione z tego samego materiału. Ich środek wypełniają białe koraliki. Miałam jeszcze coś dodać, ale stwierdziłam, że zostawię tak, jak jest, aby uniknąć efektu przeładowania. Jedna bardziej zwyczajna bluzka wszakże się przyda:)

Swoją drogą, szczypanki wcale nie są trudne. Ja po prostu złożyłam materiał w miejscu, gdzie miała taka powstać i upięłam go szpilkami, po czym przejechałam stębnówką w odległości ok. 2mm od brzegu.

Ciekawostka z historii stroju: W XVIII w. do stanika sukni (kiedyś była to po prostu góra sukni i nie miała żadnego związku z bielizną) często dodawano z przodu rząd kokard.

Ja trochę tym zainspirowana w podobnej formie naszyłam te kwiatki. Ale cała reszta jest już nowoczesna także żadna to rekonstrukcja:P

sobota, 22 czerwca 2013

"Notatki" z kostiumologii

Zajęcia praktyczne na kostiumologii to ciekawa sprawa. Życzę każdemu, kto interesuje się historią mody, aby trafił kiedyś na takie z możliwością przymiarki stroju.

Tym razem przyszłam na nie przygotowana i zabrałam ze sobą aparat, aby wynieść trochę fotek w przebraniach. Zajęcia dotyczyły przede wszystkim tiurniury.

Trochę teorii najpierw... Tiurniura- to najkrócej mówiąc jest takie płócienno- druciane "coś", co umieszczano pod spódnicą w XIXw:

Jako forma nadająca kształt spódnicy pod koniec lat 60 XIX w zastąpiła krynolinę. Suknia z tiurniurą stała się nieco węższa z przodu i po bokach, a miała za to wydłużony tył. Na początku lat 80 wyszła z mody na rzecz wąskiej sukni, którą noszono najczęściej bez żadnej konstrukcji pod spodem, tylko z halką. Na moich zdjęciach będzie to ta biała, z długim trenem. Jak się dowiedziałam na zajęciach, część pań, nie mogących się pogodzić z tak "frywolną" modą, nadal nosiła małą krynolinę nadającą kształt. W trakcie lat 80 tiurniura powróciła w bardziej ekstrawaganckiej wersji. Cechą charakterystyczną tej "2 tiurniury" jest zupełnie płaski przód oraz boki, za to bardzo sterczący tył. Na nim dodatkowo upinano materiał dla jeszcze bardziej spektakularnego efektu.

A oto jak prezentowałam się w strojach. Zdjęcia zawdzięczam uprzejmości jednej z pań, której imienia niestety nie znam, również uczestniczki kursu:)

 Pod spodem znajduje się: gorset, mini- tiurniura dodatkowo wypchana poduszką, halka, a na tym zawiązana jest chusta.


 Halka, którą zakładano pod spódnicę. Znaki szczególne- liczne falbany, zwłaszcza z tyłu.


To nie suknia ślubna, tylko robocza wersja sukienki z początku lat 80 XIX w. Moja ulubiona ze wszystkich tu prezentowanych, zakochałam się w tym trenie, choć trzeba było na niego bardzo uważać przy cofaniu się.



 To typowa tiurniura z lat 80. Wierzcie lub nie, ale siadanie nie stanowi problemu, bo konstrukcja wtedy samoistnie się składa.


Spódnicę dodatkowo udrapowano z tyłu, aby dodać jej ekstrawagancji.
 
Tiurniura ze sterczącym tyłem wyszła z użycia pod koniec lat 80 i już nigdy więcej nie była w powszechnym użytku.

Mam takie pytanie do Was: co byście powiedziały, gdyby ten trend powrócił? Gdyby okazało się, że tiurniura to "must have" sezonu, a w sklepach i katalogach zaroiło się od spódnic szytych specjalnie do niej?

czwartek, 13 czerwca 2013

Naszywki



Oto pomysł na ozdabianie ubrań nie tylko dziecięcych- naszywki.

Taka mała rada: choć najczęściej są reklamowane, jako "na zaprasowanie", ja radzę je dodatkowo przyszyć ręcznie przy brzegach. To dlatego, że klej nie zawsze się trzyma, jak powinien i przy praniu końcówki mają tendencję do odczepiania się i przez to aplikacja wygląda później, jakby była na bluzce już dobre 20 lat:)



Bluzki nie uszyłam. Kupiłam ją kiedyś w ciucholandzie, był to zwykły czarny top z okrągłymi ozdobami wokół ramiączek. Materiał to bawełna z domieszką elastanu. Przy jej formie nawet nic nie poprawiłam, tylko urozmaiciłam kwiatowym wzorkiem, aby nie było tak zwyczajnie i monotonnie.

Kwiatowe naszywki kupiłam kiedyś na wycieczce, w najbardziej niepozornym sklepie typu 1001 drobiazgów. Spodobały mi się od razu, a do tego byłam zaskoczona, że kilkanaście kosztowało mnie znacznie mniej, niż 2 kupione w pasmanterii. Nie wszystkie tu wykorzystałam. Poza tym, te były dużo ciekawsze i w "moich" kolorach. Na bluzce stworzyłam z ich pomocą asymetryczną gałąź.

Przyszywanie tejże aplikacji zajęło więcej czasu, niż się spodziewałam, (myślałam, że to będzie bluzka w 5 minut:)) Po pierwsze, kwiatki trzeba było porządnie przyfastrygować (nie bawiłam się w szycie tego na maszynie). I było zajęciem na kilka wieczorów:P

Może szybciej bym skończyła, gdyby nie inne obowiązki, np. nauka (zaliczenia na studiach się u mnie już zaczęły, a egzaminy wkrótce), czy w dalszym ciągu przenosiny. Poza tym, bardzo cenię sobie czas wolny Dlatego wypadów na miasto też nie brakowało;)

piątek, 7 czerwca 2013

bloglovin'

Z tego co czytałam ostatnio wynika, że google wyłączy niedługo opcję obserwowania blogów. Szkoda, zdążyłam się już do niej przyzwyczaić. Była możliwość dotarcia do osób o podobnych zainteresowaniach i śledzenia ich poczynań w wygodny sposób.

Wiele osób wspomina, że nowy "fanklub" można utworzyć poprzez bloglovin', a więc zarejestrowałam się tam już. Dlatego zachęcam do polubienia mojego bloga poprzez bloglovin'. Póki co nie kasuję bocznego paska obserwatorów z google.

wtorek, 4 czerwca 2013

Bluzka z prostokątów.

Ten top może być inspiracją dla początkujących lub leniwych. Chociaż, nie wyobrażam sobie leniwych, którzy zajmują się szyciem. To zajęcie wymaga wiele pracy, cierpliwości i dokładności. Pójście na łatwiznę nie zawsze kończy się dobrymi rezultatami.

Podobno jednak wyjątek potwierdza regułę. To chyba najprostsza bluzka na świecie pod względem kroju, która dzięki temu pozostawia wiele swobody w kwestii długości, szerokości i wyboru materiału. Jest zrobiona z dwóch równych prostokątów, zszytych ze sobą na ramionach i bokach. Uważać trzeba jedynie na to, aby ramiona i boki były równej długości. Perfekcyjny to wybór dla zastosowania trudnych materiałów, np. z wzorami, które przy bardziej skomplikowanych modelach mogłyby nie zdać egzaminu i wyjść niekorzystnie.


Dodatkiem jest doczepiany kołnierzyk, który dostałam w prezencie na dzień dziecka:)


Inspiracją dla tej bluzki był właśnie materiał. To nieelastyczny poliester. Kupiłam go chyba ponad rok temu, bo zakochałam się w nim od 1 wejrzenia. Była to z początku miłość nieodwzajemniona. Trzeba go było ciąć ze względu na wzór, który biegł prostopadle do brzegu fabrycznego. 


Taki wzór na materiale sam w sobie jest ozdobą i w tłumie nie zginie. Dlatego część kwiatową zastosowałam na przód, a tył pozostawiłam gładki. Dodatkowo, środki kwiatków ozdobiłam złotymi cekinami z białym koralikiem, aby było jeszcze ciekawiej. Przy ostatnim zamieszaniu z przeprowadzką, gdy maszyna nie została przeniesiona do domu, pojawił się i czas i inspiracja na ozdabianie ubrań takimi dodatkami.

Zdjęcia w większości zrobione były w domu. Przez ciągłe deszcze mam na działce potop, a poza tym komary są jakby dwukrotnie większe.