czwartek, 30 maja 2013

Asymetria- 1 projekt

Margarett swoją asymetryczną bluzeczką przypomniała mi o tym, że kiedyś też taką uszyłam. Żaden to jednak plagiat, moja pochodzi sprzed około 3 lat. To była zwykła beżowa bluzka z rękawami 3/4, która zrobiła się na mnie nieco przyciasna w ramionach. To też 1 rzecz, przy jakiej odważyłam się cokolwiek zmieniać.


Bawiłam się trochę efektami. Strasznie podoba mi się ten efekt starych fotografii, trochę podobny do tych, na których występowała w młodości moja Ś.p Babcia.

Ale bluzeczka w naturalnych barwach wygląda tak:
Bluzka była bardzo prosta do uszycia. Nawet wtedy, gdy nie miałam maszyny i zszywałam ją w całości ręcznie. Dopiero niedawno, przez wzgląd na już większe doświadczenie w szyciu, doszłam do wniosku, że wykończenia wyszły bardzo niestarannie i przeprawiłam je maszynowo. To elastyczna bawełna, która, naturalnie, przy takim szyciu problemy sprawiała jedynie z podłożeniami. Cała reszta poszła bardzo łatwo:)

I jeszcze pokażę zbliżenie detalu. Bluzkę zdobi spory materiałowy kwiat z płaskim guzikiem w środku, a poza tym subtelny łańcuszek i kilka koralików przypominających perły.


Bluzka jest co prawda dosyć krótka, ale będzie jak znalazł na wakacyjny wyjazd, który, mam nadzieję, że już niedługo:) Pozdrawiam:)

czwartek, 23 maja 2013

Kwitnąca:)

Mam ostatnio na głowie przeprowadzkę i w związku z tym ostatnio mało okazji, aby siąść przy maszynie i uszyć coś większego. Jak to przy tego typu wydarzeniach bywa, żyje się między 2 miejscami, przenosi rzeczy, myśli, co powinno się znaleźć w nowym domu najpierw, a co może zaczekać... No i w związku z tym momentami pojawia się chaos i bałagan. Tak oto przeglądałam pudła z dodatkami krawieckimi, guzikami, aplikacjami itp i wyciągnęłam parę niedokończonych rzeczy.

Pomysł na tą bluzeczkę to czysty przypadek. Leżą sobie na podłodze te bluzki, na nich cała masa różnych guzików, koralików i materiałowych kwiatków. Wtedy na jedną od razu pojawiła się inspiracja...

Czarna bluzka z dzianiny była efektem przeróbki. Chyba z rok temu bluzce obcięłam rękawy, które były za krótkie i za ciasne. Był na niej taki ładny wyszywany ornament i do tego strasznie mi się podobał dekolt w szpic. Początkowo ozdobiłam tylko ten dekolt łańcuszkiem, ale... imponująco to nie wyglądało. Całość była zbyt blada i niewyraźna. A gdy na bluzce leżały czerwone kwiatki, resztki z szycia czerwonej dzianinowej (http://maria-tamara-moda-i-szycie.blogspot.com/2013/05/czerwona-dzianinowa-bluzka.html)...


... ornament dosłownie zakwitł:) Dodałam dodatkowo czerwone koraliki, pozostałości po zepsutej bransoletce.

 
Rękawy ucięłam wtedy dość głęboko, bo mam lekką obsesję na punkcie, aby materiał nie podchodził pod same pachy. Tu jednak trochę przesadziłam, i mam niemalże efekt sidebob:P


Kawałek stanika będzie widać, ale na szczęście nie przeszkadza mi to za bardzo:)


Kwiatowe dodatki i koraliki w czerwieni ożywiły bluzkę, a dzięki czarnemu tłu zyskały dramatyczny kontrast... takie określenie znalazłam w książce "Jak czytać modę":) Także, jak widać, czasami "pracownia" nie powinna być uporządkowana, a wręcz przeciwnie, trzeba czasami wysypać wszystko razem na środku, a inspiracje same się pojawiają:) Tak więc, pozdrawiam wszystkich i życzę mnóstwa inspiracji:)

poniedziałek, 20 maja 2013

Noc w muzeum

Przedwczoraj była Noc Muzeów. Biorąc pod uwagę moje zainteresowania, a nawet kierunek studiów (kulturoznawstwo), wydarzenie obowiązkowe do uczestnictwa  wręcz. Mieszkam w okolicach Warszawy, w której działo się w ten wieczór bardzo wiele. Wyciągnęłam ze sobą do miasta rodzinę. Jako miejsce docelowe wybrałam galerię Zachęta i wystawę "Splendor Tkaniny".

(Dobrze, że nie upatrzyłam sobie, ani nikt z mojego towarzystwa, Centrum Nauki Kopernik. Kolejka jak za komuny. A my największą, na jaką trafiliśmy była do wc:))

 Przepraszam z góry za jakość zdjęć, korzystałam tylko z aparatu w telefonie. Wstawię tylko 2 fotki na krzyż, aby pokazać, co zdołałam uchwycić ciekawego. Chcę się podzielić moimi wrażeniami z wyprawy, co ciekawego zobaczyłam, co zapadło mi szczególnie w pamięć i o tym opowiedzieć parę słów. Swoją drogą, nie mam strasznej obsesji na punkcie wysokiej jakości zdjęć, te niewyraźne nieraz wydają mi się bardziej urokliwe:) Wyjątki stanowią zdjęcia efektów mojej szyciowej pracy.

Wystawa w Zachęcie miała pokazać, jakie cuda da się wyczarować z materiału. Już przy wejściu w hallu stał manekin ozdobiony krawatami, które ułożone były na kształt długiej, wielokolorowej sukni.

Ale ubioru ta wystawa w najmniejszym stopniu dotyczyła. Chodziło raczej o pokazanie materiałowych obrazów, gobelinów i kunszt sztuki tkackiej.





A te "fotografie" bardzo realistycznie wyglądają:

Nie tylko materiały się tam znajdowały, ale również pewne bardzo ciekawe rozwiązania, np. dywan jako tło do gry:
I pewna kula, a w środku...:


Odkryciem wieczoru była jednak tamtejsza księgarnia. Jeśli ktoś jest z Warszawy lub okolic i szuka czegoś o historii, historii sztuki, historii ubioru czy tkanin, koniecznie musi ją odwiedzić. Sama zaopatrzyłam się w parę egzemplarzy. Między innymi kupiłam katalog wystawy o tkaninie, a poza tym...

 Myślę, że to bardzo przydatna lektura:) Dzięki loterii zyskałam parę dodatkowych książek i gadżetów.

Wstąpiliśmy też do Kościoła Ewangelicko- Augsburskiego Świętej Trójcy. Lubię architekturę sakralną. I tak oto w podziemiach była wystawa "Słowa"  i zaprezentowano obraz, który, muszę przyznać, że po kościele jakimkolwiek się nie spodziewałam:

Ale może ja za słabo znam Kościół Ewangelicki, ale wydaje mi się, że chyba mają albo mniej restrykcyjne podejście do związków i roli płci, albo cechują się znacznie większym dystansem. Hm...

A dodatkowo, pokazano stroje liturgiczne, biały bardzo ładny:

Poza tym, wstąpiliśmy jeszcze do Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego, na wystawę poświęconą obserwatorium... Ale obok była biała sala, w której mogłabym mieszkać:

A na końcu jeszcze spacer Krakowskim i wystawa w pałacu Staszica o Polskim Radiu.Ta już niestety powoli zamykała swoje podwoje.

Noc muzeów to dobra inicjatywa. Idzie się do 1 miejsca, a przy okazji można odwiedzić jeszcze kilka. Robię już plany, co chcę zobaczyć w przyszłym roku, o ile się spod Warszawy nie wyniosę gdzieś dalej:)

czwartek, 16 maja 2013

Czerwona dzianinowa bluzka

Jakiś czas temu ją uszyłam i pokazałam światu na stronie Burdy. Tylko, że wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga, a chcę się koniecznie pochwalić tutaj. Poza tym, dorobiłam kilka zdjęć w ogrodzie- białe bzy zakwitły i stanowią piękne tło.


poniedziałek, 13 maja 2013

Spódnica ołówkowa w kwiaty i bluzka trochę militarna

Wczoraj za oknem było szaro i ponuro, a ja przeglądam stronę The Metropolitan Museum of Art i ja nie wiem, jak ja mogłam do tej pory się nią nie zainteresować!!! Tyle ciekawych publikacji, niektóre nawet do pobrania, o modzie dużo, a ja nic nie wiedziałam:P Ale podobno lepiej późno niż wcale...

Poza tym, do rzeczy: chciałam pokazać pewną spódnicę, którą szyłam jeszcze w marcu, kiedy u nas była zima w pełni. Chciałam stworzyć coś z myślą o cieplejszych dniach i tak oto trafiłam na model spódnicy       # 117 w Burdzie 3/2013 i postanowiłam uszyć coś bazując na nim. Bluzka, którą dobrałam do zdjęć, została przeze mnie ozdobiona kokardką i kilkoma czarno- złotymi guzikami. Jeden z pierwszych "szyciowych" eksperymentów, kiedy jeszcze nie miałam wprawy, a nawet i maszyny.


Post miałam opublikować wczoraj, miałam już gotowe zdjęcia (te z białą ścianą w tle). Postanowiłam jednak poczekać z publikacją, bo tak oto pomyślałam, że na zewnątrz jest tak pięknie, wszystko kwitnie i się rozwija. Wiosna nie będzie trwała w nie skończoność i część z tych krajobrazów ulegnie w końcu przeobrażeniu. Trzeba było uchwycić chwilę:) Dlatego za drugi plener robiła okolica starego domu po dziadkach i tamtejsze dzikie podwórze.  Jedno z ulubionych miejsc.


Ale wracając do tematu...Pomyśleć, że zdążyłam już skrytykować spódnice ołówkowe, za to, że są wszędzie, każdy je nosi i szyje... Ale spodobał mi się ten dopasowany model. Ładnie się układa na sylwetce i jest dość łatwy do noszenia. Jestem w stanie zrozumieć jej fenomen. Rzecz jasna dostosowałam ją do swoich oczekiwań. Skróciłam do kolan (w długości do połowy łydki nie czuję się zbyt komfortowo), a poza tym zrobiłam takie długie zaszewki z przodu i z tyłu, aby jeszcze lepiej się układała.



To recykling. Materiał pochodzi z wielkiej sukienki z second handu.


Nie dodawałam do niej podszewki. Myślę, że w ten sposób zyska ona nieco bardziej wygody i nieformalny charakter.

Podczas sesji znowu towarzyszyła mi Piękna (zwana również Mruczusią):) Dość ciężko jest zrobić jej zdjęcie, bo ta kocica jest bardzo energiczna i chyba ma problem aby zbyt długo być w 1 miejscu, poza spaniem. Podczas zdjęć niemalże zawsze chodzi za mną i dziwię się, że nie jest zmęczona:)

A tak Piękna wyglądała patrząc przez drzwi tarasowe na to, co ja robię w nowym domu. Szyba jest strasznie brudna, ale tam jeszcze jest graciarnia i nawet wszystkie roboty nie zostały skończone (nie ma np. oświetleń), poza tym jeszcze tam nie mieszkamy:



A oto coś o rzeczy, nad którą teraz pracuję, choć nie obiecuję, że to następna, jaką pokażę, bo czeka mnie z nią chyba jeszcze dużo pracy i to z przerwami:



czwartek, 9 maja 2013

Po mojemu...szorty Marii Antoniny:)


Już wspomniałam kiedyś, że następną rzeczą, jaką chcę tu zaprezentować są szorty. Dotrzymuję słowa. Dość szalone szorty.  Nazwałam je "Szortami Marii Antoniny". I już tłumaczę, skąd pomysł na nazwę. Otóż od jakiegoś czasu uczęszczam na zajęcia z kostiumologii i stąd wiem, że hit sezonu - połączenie pasów i kwiatów- modne było pod koniec XVIII w. Dokładniej w okresie ostatnich lat panowania Marii Antoniny , tuż przed rewolucją francuską. Tyle, że teraźniejsze pasy i kwiaty to oczywiście nowoczesna wersja:) Tamtejsze wzory były zdecydowanie subtelniejsze, kwiaty rozmieszczane między pasami i haftowane. Ja na razie od haftu trzymam się z daleka, choć czasami myślę, że fajnie byłoby spróbować, ale martwię się, że cierpliwości mi brak.


Wykrój to konstrukcja, która została dla mnie przygotowana jeszcze podczas kursu szycia. Wybrałam materiał pasiasto-kwiatowo-kropkowy. Nadruki były rozmieszczone w taki sposób, że trzeba było się sporo zastanawiać, jak tu ciąć tkaninę i jak układać szablony. W końcu doszłam do wniosku, że z tego jakże chaotycznego materiału zrobię po prostu coś... równie chaotycznego.


Tak więc tu nie tylko przód i tył są inne. Tu także każda nogawka wygląda nieco inaczej. Dodatkowo efekt chaosu potęgują pasiaste kieszenie z tyłu, również każda inna. Jak dla mnie ciekawie to wygląda:) i bardzo letnio.


A tu w nieco innej stylizacji tych szortów, ale chciałam pokazać, jakie miałam miłe towarzystwo podczas zdjęć. Wszystkich. A było ich dużo, bo najpierw dopiero przy zdjęciach zauważyłam, że nie wszystko dobrze wyszło i trzeba było dokonać poprawek, później do drugiej dobrałam za długą bluzkę i nie było widać całości...Ten kot chyba ma cierpliwość:)


niedziela, 5 maja 2013

Flower power

Ostatnie dni obfitowały w wiele wydarzeń, zarówno tych dobrych, jak i złych (nawet krótki pobyt na izbie przyjęć zaliczyłam:/), więc weekend majowy za nudny to na pewno uznać nie mogę:)
Dziś, jako że wreszcie słońce się pojawiło i temperatura podskoczyła, postanowiłam zrobić bardzo letnią sesję zdjęciową dla kwiecistej bluzki. Za plener robiła działka obok domu.


Cienki materiał w czerwono-biało-niebiesko-żółte kwiaty kupiłam jeszcze w ubiegłym roku pod koniec lata i wtedy bardzo mi się podobał, pasował bowiem idealnie do tej pory roku. Z czasem jednak uznałam, że...no nie jest bardzo do końca w moim typie. Zaczął mi się wręcz kojarzyć z zasłonką prysznicową:P Ale postanowiłam jednak potraktować to jako eksperyment i zabawę. Uszyć coś i zobaczyć, co z tego wyjdzie.  Krótka, luźna bluzeczka inspirowana modelem sukienki #102 z Burdy 5/2012 wydała mi się idealnym fasonem.


Po uszyciu, które przebiegło bez żadnych problemów (materiał jest bardzo łatwy zarówno do wycinania, jak i szycia) jestem ostatecznie zadowolona z efektu. Na lato bardzo się przyda.


środa, 1 maja 2013

Letnia kwiatowa bluzka projektu własnego

Dziś zaczyna się maj. Piękny miesiąc kwitnących drzew, krzewów i pierwszych upałów.


Choć na to ostatnie się na razie nie zanosi, ja i tak przywitam go taką oto letnią stylizacją, która prezentuje wynik moich ostatnich działań na maszynie. To bluzeczka- recykling zrobiona z 2 starych podkoszulków, którą szyłam może włącznie z 3 godziny i 100% własny pomysł. Byłoby jeszcze szybciej, gdyby nie fakt, że dość długo zajęło mi zrobienie ładnych podkrojów pach. Gdybym korzystała z wykroju, wyszłyby za pierwszym razem, a na oko to jeszcze nigdy mi się chyba nie udały od razu.



Pofalowany dół to też moja robota. Uważam, że do tej bluzki takie wykończenie pasuje bardziej, niż zwykłe podłożenie.

Zauważyłam, że ostatnio panuje trend, że tył bluzki jest robiony z innego materiału niż przód (najczęściej koronkowy chyba występuje). Ja postanowiłam, że też spróbuję. Tak oto przód jest z elastycznej cienkiej dzianiny w kwiatowy wzorek, a tył z bawełny, gładki. Poza tym, tył zrobiłam nieco dłuższy i zaokrąglony:


Górę bluzki z przodu ozdobiłam dodatkowo kokardką z weluru.


Całość bardzo mi się podoba. Taka letnia, dziewczęca bluzka z tego wyszła. Bardzo w moim typie.