środa, 13 lipca 2016

Kwiatowa kimonowa bluzka

Historia tej bluzki zaczęła się wtedy, gdy szukałam w sklepie tkaniny potrzebnej do uszycia spódnicy na zajęcia. Niby przeglądałam jedynie półki z bawełną i lnem, ale nieopodal znajdowały się dzianiny. Wtedy to kątem oka dostrzegłam piękny, cienki jersey w kwiatowy wzór, dominujący kolor biały i różowy. Pomyślałam, że byłaby z niej ładna sukienka, ale gdy przyjrzałam się materiałowi z bliska, okazał się on zbyt prześwitujący jak na tą część garderoby. Po chwili namysłu zdecydowałam, że i tak ją kupię i uszyję sobie z niej jakąś letnią bluzkę.

Początkowo miałam z w planach zrobić z tej dzianiny prosty top bez rękawów. Później jednak zdecydowałam się na mój ulubiony fason, czyli bluzkę kimonową, wystarczyło tylko znaleźć pomysł na jakieś ciekawe wykończenie. Pomocna okazała się tu Burda 8/2014 i wykrój znajdujący się pod numerem 108 A. W tym modelu jedyną ozdobą jest dość wysokie zapięcie pod szyją na guzik z pętelką, które moim zdaniem kwiecistej bluzce dodaje nieco charakteru. Ogólnie prace nad nią trwały bardzo krótko, choć nie obyło się bez przygód, jak to w przypadku dzianin już bywa:) A oto efekt:

bluzka w kwiatowy wzór

bluzka z dzianiny

top z jerseyu

kwiatowy top

kwiecista bluzka


letnia bluzka


Ułożenie wzoru z tyłu tak wygląda:


A tak z bliska wygląda zapięcie pod szyją wykończone rozcięciem z obsadzeniem i guzikiem z pętelką:


Ogólnie bluzka jest nie tylko bardzo ładna, ale też i wygodna, przyjemnie się ją teraz nosi:)

wtorek, 5 lipca 2016

Czerwcowe stylizacje

Nie wiem jak to u Was wygląda, ale u mnie sezon urlopowy w pełni. Przede mną prawie 2 tygodnie laby w mojej ulubionej letniej miejscówce:) Ten wpis przygotowałam w przerwach między przygotowaniami do wyjazdu, a gdy go czytacie, to już pewnie jestem na miejscu, zatem tym razem podsumowanie będzie krótkie, zwięzłe i na temat. Zapraszam wszystkich do przeglądu stylizacji z rzeczami diy:

Zestaw 1 wybrałam na zajęcia. Jak widać, bardzo polubiłam szorty z zakładkami, które są nie tylko bardzo wygodne, ale też i nie takie krótkie, zatem na co dzień można je spokojnie nosić:


Bluzka: DIY
Szorty: DIY
Sandałki: CCC
Torba: H&M


W czerwcu moje zajęcia dobiegły końca. Trochę szkoda, ale w końcu trzeba iść dalej i się rozwijać:) Zakończenie roku to okazja, na którą warto ubrać się nieco inaczej, niż na co dzień. Pomimo, iż pogoda była już bardzo letnia, na rozdanie świadectw założyłam uszyty na zajęciach żakiet. Do zestawu wybrałam czarną spódnicę z koła i bluzkę w paski. O żakiecie napiszę więcej już po powrocie, bo przed wyjazdem nie zdążyłam zrobić mu zdjęć:




Żakiet: DIY (wkrótce na blogu)
Bluzka: Jacqueline Riu
Spódnica: DIY
Buty: Ryłko

Po raz kolejny wybrałam połączenie czerni i czerwieni, niczym na pierwszym zdjęciu. Tym razem tylko bluzka jest luźniejsza i spodnie dłuższe. Moim zdaniem to połączenie kolorystyczne jest  po prostu niezawodne:)




Bluzka: DIY
Spodnie: DIY
Podkoszulek: Atlantic
Buty: Ryłko
Torebka: CCC

A w tym zestawie prezentuję nową, kwiecistą bluzkę, która powstała u mnie ostatnio w ekspresowym tempie. Uszyta została z bardzo miłego w dotyku cienkiego jerseyu i już bardzo lubię ją nosić. A zdjęcie poniżej przedstawia moją ulubioną stylizację w tym wpisie i jedną z bardziej udanych w ogóle:


Bluzka: DIY (wkrótce na blogu)
Szorty: DIY
Sandałki i torebka: CCC


czwartek, 23 czerwca 2016

Czarne rybaczki

Kolejne spodnie własnego wykonania przybyły w mojej kolekcji. Tym razem postanowiłam uszyć sobie takie o długości za kolano, bardzo lubianej przeze mnie na lato. Są one znacznie bardziej uniwersalne niż szorty, a że mój wyjazd wakacyjny zbliża się wielkimi krokami, chciałam sobie nowe koniecznie sprawić z tej okazji:) Ponieważ zostały uszyte z czarnej bawełny z elastanem, nie są może szczególnie wyróżniające się, ale takie ubrania basic też w garderobie bardzo się przydają.

Do ich uszycia wykorzystałam wykrój z Burdy 11/2014 #117. Wcześniej na jego podstawie uszyłam spodnie sztruksowe i jeansowe rurki. Może i to mało pomysłowe po raz trzeci szyć coś na podstawie jednego wykroju, ale cóż ja poradzę, że lubię ten model, bo spełnia w zasadzie wszystkie warunki na udane spodnie? A przecież dobrze dobrane spodnie to podstawa:) Choć szczerze mówiąc po szyciu 3 par dopasowanych spodni z kieszeniami jeansowymi, szlufkami i suwakiem asymetrycznym mam ochotę teraz uszyć sobie dla odmiany jakieś takie o najprostszym kroju, luźne, pozbawione jakiegokolwiek zapięcia i z gumą zamiast paska:)

Spodnie na potrzeby zdjęć zestawiłam razem z krótką bluzką, aby pokazać je w jak najlepszym stopniu. Za tło z kolei robi piękny, kwitnący jaśmin, na który napatrzeć się nie mogłam, bo to jeden z moich ulubionych letnich krzewów. Bardzo chciałam go uchwycić na zdjęciach i cieszę się, że mi się to udało.









Tak wyglądają bardzo ważne dla mnie detale przodu w zbliżeniu:



niedziela, 19 czerwca 2016

Modna i już! Wystawa w krakowskim Muzeum Narodowym moim okiem

Wystawę Modna i już! w krakowskim Muzeum Narodowym obejrzałam pod koniec marca tego roku, czyli niemalże w ostatniej chwili. Myślałam, że jest to ostatnia okazja, aby zobaczyć przedstawione na niej ubrania i dodatki i więcej takiej szansy nie będzie.  Dopiero później przeczytałam, że wystawa zostanie później przeniesiona do Wrocławia i będzie można ją podziwiać niemalże do końca sierpnia. Cieszy mnie zatem bardzo, że nie opiszę jej jedynie jako wstawę archiwalną i że ktoś jeszcze będzie miał okazję się na nią wybrać.

Na początku warto zaznaczyć, że wystawa ta miała za zadanie pokazać nie tylko kilka różnych od siebie modowych epok. Jej głównym celem było ukazanie czasów PRL-u jako wyzwalających w kobietach inspirację do poszukiwania sposobów na to, aby posiadać modne i oryginalne rzeczy, gdy w sklepach trudno było takie znaleźć. Ówczesne kobiety musiały wykazać się nie małą zaradnością, aby mieć ubrania i dodatki wyróżniające się z tłumu. Musiały umieć szyć, przerabiać odzież, lub chociażby utrzymywać dobre kontakty z krawcowymi i ekspedientkami sklepów z odzieżą. Pokazane zostały także starania polskich projektantów mody, którzy chcieli tworzyć nową jakość, a musieli po drodze mierzyć się z licznymi ograniczeniami, a mimo to stworzyli własny, charakterystyczny styl.

Ponieważ zdjęć zrobiłam całe mnóstwo, to postanowiłam, że opublikuję tutaj tylko to, co najbardziej wpadło mi w oko i co szczególnie zwróciło moją uwagę. Niektóre zdjęcia opatrzyłam krótkim opisem, aby coś więcej przekazać Wam na ich temat i o historii ówczesnej mody ogólnie. Zatem, zapraszam na mini wirtualną wycieczkę po której mam nadzieję, że będziecie mieć ochotę wybrać się do Wrocławia i zobaczyć ją osobiście:)


Czas II wojny światowej w Polsce cechował się ogromnym niedoborem surowców odzieżowych, oraz utrudnionym dostępem do informacji o modzie i światowych trendach. Ubiór codzienny stał się przede wszystkim praktyczny, a wykonany był z materiałów akurat dostępnych pod ręką.  Oto jeden z przykładów ówczesnej kreatywności, czyli bluzka uszyta z mapy wojskowej z 1943 roku. Z jedwabnej tkaniny wyszedł niebanalny ciuch:


Po zakończeniu wojny pomocne w walce z niedoborem dóbr okazały się paczki przesyłane do Polski przez UNRRA, czyli organizację charytatywną włączoną w struktury ONZ. Wśród przesyłek znajdowały się również tkaniny. Te wysokiej jakości nadawały się idealnie do przeróbek i powtórnego wykorzystania, zatem kobiety tworzyły z nich nowe kreacje, polegając głównie na własnym zmyśle estetycznym. Przykładem na to jest chociażby sukienka z 1947 roku, która została uszyta z czarnego jedwabnego szlafroka malowanego w róże. Sukienka ta była bardzo kobieca oraz wygodna i wielofunkcyjna: 


Na wystawie bardzo wyraźnie ukazany został kontrast pomiędzy modą z czasów wojny, a strojami w stylu New Look. Bardzo dobrze zostało pokazane odejście od strojów prostych i praktycznych na rzecz mody niezwykle kobiecej i pełnej przepychu, która miała za zadanie pomóc Europie przyćmić wspomnienia o biedzie w czasach wojny. Perełką w tej części wystawy była moim zdaniem ta oto suknia balowa z czarnej koronki na kremowym spodzie. Została przesłana do Polski z zagranicy: 


New Look to także ostatnia modowa epoka, podczas której nakrycia głowy i rękawiczki były obowiązkowym elementem stroju. Mój wzrok przykuły przede wszystkim dodatki do eleganckich wieczorowych strojów z tej dekady:


A ten kuferek z pleksi to już mój zdecydowany faworyt:


I jeszcze kilka dodatków, spośród których torebka z wytłaczanej lakierowanej skóry szczególnie bardzo mi się spodobała, nawet teraz bym ją nosiła:)


Sporym zaskoczeniem były dla mnie te buty, najbardziej odlotowe z całej wystawy, i to dosłownie! Zostały wykonane przez pracownię szewską Brunona Kamińskiego w 1957 roku i zdobyły srebrny medal na Światowej Wystawie Obuwia w Monachium. Zasłużone wyróżnienie:


Kolejny dodatek, który bardzo mi się spodobał to torebka na zakupy już z lat 60. nazywana "anużka". Jej nazwa pochodzi od zdania "a nóż coś się kupi". Bardzo ładna jest to torba ekologiczna:


Państwo socjalistyczne oczywiście do przepychu w stylu New Look nastawione było negatywnie, pojawiły się opinie, że ten styl powstał tylko po to, aby wyciągnąć z ludzi pieniądze na rzeczy mało przydatne, oraz, aby nawet przekłamać kształt figury kobiecej! W końcu jednak nastąpiła polityczna odwilż, a co za tym idzie, poprawa nastrojów społecznych i rozwój życia kulturalnego. Wyróżniono wtedy 4 kategorie przyjęć: popołudniowe koktajle, przyjęcia w domach prywatnych wieczorem, wernisaż/premiera operowa/teatralna i bal z tańcami. Na takie okazje oczywiście kobiety chciały mieć oryginalne i eleganckie stroje.  Większość kreacji była szyta przez krawcowe na indywidualne zamówienie. Jedną z nich jest ten oto zestaw z lat 60, czyli sukienka koktajlowa z tafty z nakładaną spódnicą i bolerkiem do kompletu. Nakładana spódnica i bolerko z tej samej tkaniny zapewniały możliwość zmiany wyglądu stroju. Kapelusz użyty do stylizacji zrobiony został z błękitnych piór i... wypchanej papugi. To oryginalne nakrycie głowy powstało także na zamówienie i zawierało w komplecie czarne rękawiczki ozdobione podobnymi piórami:


Kolejny przykład stroju wyjściowego to sukienka balowa z nylonowej gazy w czarne kwiaty, wykonana przez pracownię krawiecką Michaliny Lewartowskiej. Materiał na nią pochodzi z Austrii. Była przygotowana na bal w Muzeum Narodowym w Krakowie. Do niej dobrano czarne pantofelki ze skóry:


Ta czarno biała sukienka młodzieżowa to już z kolei przykład na to, jak w latach 60. zaczęły zacierać się różnice pomiędzy strojem dziennym i wieczorowym. Na drugim planie z kolei widać asymetryczną, połyskującą mini sukienkę, która już całkowicie odeszła od zasad klasycznej elegancji i przedstawia supermodną wtedy długość mini:


Moda lat 60 charakteryzowała się tym, że była tworzona z myślą o młodych osobach, a nie jak dotychczas, o starszej, bogatej klienteli. Fasony były zgeometryzowane, futurystyczne i bardzo krótkie. Moda na mini w Polsce szybko zyskała popularność i oto przykład pomysłowego kombinezonu, który na pierwszy rzut oka wygląda jak sukienka i miał ją zastępować na co dzień:


Ten komplet koktajlowy zyskał na wytworności dzięki złotej lamie, z której wykonano sukienkę i detale płaszcza. Pochodzi z kolekcji Adama Leja, i również wpisuje się krojem w kanony mody lat 60:


Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk plastycznych była jedyną uczelnią w Polsce, na której można było nauczyć się zawodu projektanta mody. Studenci w latach 1954-1974 kształcili się tam pod kierunkiem Wandy Borowskiej. Moim zdaniem to jest jedno z ciekawszych nakryć głowy wykonanych przez studentkę Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi:


Lata 70 to zdecydowanie nie jest moja ulubiona modowa epoka. Nie bardzo przemawia do mnie tamtejszy styl i estetyka, choć niektóre elementy wywodzące się z tamtejszej mody lubię. Przykładowo, bardzo podobały mi się luźne sukienki będące wynikiem współpracy projektantki Kaliny Paroll i Zakładów Jedwabiu Naturalnego w Milanówku dla Mody Polskiej, czyli jednego z najbardziej znaczących domów mody. Malowany jedwab był wtedy synonimem luksusu:



Do gustu przypadły mi także dwie stylizacje utrzymane w stylu folk: komplet wieczorowy z czarnego "tybetu" z domu mody Telimena z 1974 roku i suknia z chust krakowskich uszyta na bal maturalny w 1979 r. Obie kreacje odzwierciedlają zamiłowanie do wzornictwa ludowego:


W Polsce w latach 70 panowało zamiłowanie nie tylko do ludowości, ale też i do egzotyki. Z dodatków zamieszczonych w tej części wystawy moje serce skradły te dwie torebki. Jedna z nich zrobiona jest z metalowych paciorków i pochodzi z Japonii, a druga to torebka wizytowa z Libii.


Szalone lata 80 doskonale odzwierciedla kreacja stworzona dla Mody Polskiej przez Jerzego Antkowiaka, jednego z czołowych projektantów mody w Polsce za czasów PRL-u. Był on zafascynowany teatrem i z własnych pokazów mody starał się uczynić prawdziwe spektakle. Projektowane przez niego ubrania cechowały się ekstrawagancją, o czym świadczy chociażby komplet ze zdjęcia poniżej.  Tworzą go czarny żakiet koktajlowy i szorty ze złotej lamy:


Ducha lat 80 widać również w  tej oto sukience w kratę zaprojektowanej przez Grażynę Hase, drugą bardzo znaczącą wtedy projektantkę mody, która swą karierę rozpoczęła od zawodu... modelki. Doceniano jej nowoczesne podejście do mody oraz inspiracje folklorem i historią.


A to już interpretacja modnego w latach 80. sportowego stylu widoczna w czarno białych zestawach projektu Barbary Hoff dla Hofflandu, czyli jednej z najbardziej liczących się marek modowych w czasach PRL-u. Barbara Hoff tworzyła ubrania uniwersalne i umiejące doskonale przystosować się do ludzkiego ciała:


W latach 80. własnoręczne wykonywanie i ozdabianie ubrań nie służyło już tylko chęci posiadania modnych rzeczy, których w sklepach państwowych po prostu brakowało. Służyło przede wszystkim wyrażeniu siebie i swoich uczuć, własnej wolności artystycznej i było buntem przeciwko  ograniczeniom i normom społecznym. Oto przykład takiego ubrania, sukienka z płaczącą twarzą, ręcznie malowana przez Marię Antoniak.


W czasie PRL-u oczywiście popularne było szydełkowanie i roboty na drutach. Osoby mniej zaawansowane umiały wydziergać sobie przynajmniej czapkę lub szalik, a osoby o większych umiejętnościach tworzyły całe ubrania. Przykładem doskonałym jest tu sweter z gotyckim oknem z wełny kowalskiej projektu i wykonania Grażyny Humeńczuk. Był  on prezentem dla przyjaciółki, która przeprowadziła się do Australii i stanowił wyjątkowo cenną pamiątkę na obczyźnie.


Mój wzrok przykuł również szal w kształcie lwa wykonany z wełny w kolorze kremowym i żółtym, projektu i wykonania Elżbiety Baszczyn:


Te buty z kolei zauważyłam, gdyż podobne miała jeszcze moja babcia. Mam też wrażenie, że niedawno w sklepie widziałam bardzo podobne... A przedstawione tutaj pochodzą z lat 80:


Na wystawie szczególnie wyodrębniono stroje ślubne. Moim faworytem spośród przedstawionych był zdecydowanie ten oto awangardowy kombinezon ze spódnica, z końca lat 70. stworzony przez Magdę Ignar dla Mody Polskiej. Przykuł moją uwagę może dlatego, że ostatnio jestem coraz większą zwolenniczką nietypowych strojów ślubnych:



Z bardziej klasycznych ubiorów na wyróżnienie zasługuje ta suknia ze sztucznego jedwabiu i koronki z domu mody Telimena, z 1985 r.:


I może jeszcze ta suknia koronkowa, jak na owe czasy dość odważna, wykonana przez prywatną pracownię krawiecką w Przemyślu w 1970r:


O wystawie miało być tylko kilka słów, a wyszedł niemalże cały esej. Cała ja, po prostu zawsze chcę jak najwięcej informacji tutaj przekazać:)